Kwartalnik "Sitodruk" nr 2 - wywiad "Opakowania i Poligrafia"

W drugim numerze kwartalnika "Sitodruk" zdecydowaliśmy się zaprezentować firmę "Poligrafia Wojtkowski" z Piaseczna, którą kieruje wieloletni członek Stowarzyszenia Sitodrukarzy Polskich.

Red.: Kiedy rozpoczął Pan pracę w poligrafii w zakresie sitodruku?

Olaf Wojtkowski: To był chyba 1984 rok. Razem z bratem i kolegą pożyczyliśmy rakiel, kupiliśmy od złodzieja trochę polskiej farby drukarskiej i zmontowaliśmy stół. Zajmowaliśmy się właściwie tylko drukiem etykiet. Po jakimś czasie brat wraz z kolegą uznali, że chcą zajmować się czymś innym i w sitodruku zostałem sam. W 1987 przeniosłem się do Piaseczna i zaraz potem kupiłem pierwszy półautomat firmy "Oltronik" pana Olejniczaka. Przełom stanowił rok 1993. Przyszedł wówczas moment, kiedy zdecydowałem się kupić nowe maszyny.

Red.: Czy to są te maszyny, które stoją na hali produkcyjnej?

OW: Tak. W 1993 roku nastąpiła zmiana filozofii produkcji. Przestałem drukować etykiety i zacząłem przekonywać klientów, że nadruk bezpośredni sitodrukiem na opakowaniu ma znaczną przewagę.

Red.: Chodzi o estetykę?

OW: Między innymi. Ale są też inne względy, np. praktyczne. Etykiety umieszczone na opakowaniu do szamponu ulegają szybciej zniszczeniu. Taki problem nie występuje w przypadku druku bezpośredniego na podłożu. Ponadto etykieta absorbuje kurz, który trudniej jest zebrać z opakowania. W przypadku podłoża zadrukowanego bezpośrednio taki kłopot się nie pojawi. Zalet druku bezpośredniego jest więcej.

Red.: Przejście z druku etykiet na druk bezpośredni na opakowaniach wymusiło przebudowę parku maszynowego.

OW: W momencie zakupu maszyn do druku bezpośredniego przeszliśmy na inna technologię; obecnie korzystamy z półautomatów i farb UV. Wcześniej drukowaliśmy ręcznie na stołach przy użyciu farb rozpuszczalnikowych.

Red.: Dba Pan o ochronę środowiska?

OW: Ekologia i dbałość o pracowników stała się ważna. Należy jednak pamiętać, że niewłaściwe korzystanie z farb UV może być szkodliwe dla środowiska naturalnego.

Red.: Działa Pan na rynku opakowań kosmetyków. Proszę powiedzieć, jakie zmiany zaobserwował w ciągu ostatnich lat.

OW: Producenci kosmetyków musieli poprawić znacznie wygląd opakowań, przede wszystkim zadbać o szatę graficzną i jakości opakowań. Te dwa elementy warunkują dobry wydruk sitodrukiem. Producent kosmetyków musi myśleć od samego początku, jaki rodzaj opakowania wybrać i jak powinien wyglądać nadruk. Często zdarza się, że błędny dobór tych elementów uniemożliwia dobry wydruk. Dodatkowy problem stanowi nieznajomość techniki sitodruku przez grafika - projektanta, co jeszcze bardziej utrudnia nam pracę.

Red.: Wróćmy do parku maszynowego, gdzie szukał Pan urządzeń?

OW: Chciałem kupić maszyny krajowe, ale ostatecznie wybrałem maszyny firmy Dubuit z Francji. Jest to firma, która produkuje maszyny do druku opakowań od 60 lat oraz posiada doświadczenie w dziedzinie farb sitodrukarskich UV.

Red.: Posiada Pan maszyny europejskiej klasy i produkuje Pan wyroby na poziomie europejskim. Czy szuka Pan kontaktów handlowych na Zachodzie?

OW: Tak, szukam. Jest to jednak bardzo trudne. Jeśli w Polsce pojawiają się koncerny zachodnie, to decyzje w sprawie kooperacji są często już podjęte, korzystne dla partnerów z zagranicy. Ponadto pojawiają się molochy produkcyjne, które zajmują się wytwarzaniem opakowań i ich drukiem w jednym zakładzie. Takie firmy w Polsce już funkcjonują.

Red.: Kładziecie Państwo nacisk na czystość i higienę pracy.

OW: W tym przypadku jest to konieczne. W umowach zawieramy często klauzule dotyczące czystości mikrobiologicznej, co stanowi podstawę przy produkcji opakowań kosmetycznych. Nasi pracownicy pracują w sterylnych jednorazowych rękawiczkach, umożliwia to zachowanie czystości opakowania.

Red.: Mówiliśmy o zmianie wyglądu opakowań. Czy zmieniają się też pracownicy?

OW: Niestety zmiany te zachodzą bardzo powoli, ale stają się widoczne. Polacy powoli zaczynają szanować pracę.

Red.: Jak wygląda administrowanie firmą?

OW: Firmą kieruję przy pomocy czterech pracowników biura; szefa produkcji, technologa, handlowca i szefa jakości.

Red.: Skąd Pan czerpie wzorce zarządzania?

OW: One pojawiają się w zależności od potrzeb. Np. szef jakości został zatrudniony kilka lat temu, kiedy rynek wymógł poprawę jakości. Staramy się dostosować do otaczającej rzeczywistości i dlatego zmiany następują właściwie ciągle.

Red.: Jakie są Pana plany na najbliższe lata? Zaczyna się schładzanie gospodarki, a Pan wspomniał, że to najlepszy okres do inwestowania.

OW: Odczuwam trudniejsze czasy. Jest to moment, kiedy trzeba spróbować czegoś nowego. Myślę o tym już od dwóch lat, kiedy wprowadziłem technikę "hot stamping". Realizacja projektu powinna mieć miejsce w przeciągu najbliższego półrocza. Planujemy wprowadzić ciekawą technologię łączącą tradycyjny sitodruk ze wspomnianą techniką "hot stamping".

Red.: Czy w trakcie pobytów za granicą podgląda Pan rynek?

OW: Tak, śmieszna rzecz. W dużych sklepach idę od razu do działów z damskimi kosmetykami i oglądam opakowania. Ponadto staram się w miarę możliwości odwiedzać targi branżowe.

Red.: Jest Pan od kilku lat członkiem Stowarzyszenia Sitodrukarzy Polskich. Jak Pan ocenia działalność organizacji?

OW: Sam pomysł powstania Stowarzyszenia jest bardzo dobry, szacuję, że w Polsce działa kilka tysięcy zakładów sitodrukarskich. Minusem jest niewielka liczba członków. Stowarzyszenie musi znaleźć sposób na dotarcie do sitodrukarzy.

Red.: Wspominał Pan o centrum szkoleniowym.

OW: Tak, zatrudniamy ludzi, którzy nie mieli styczności z sitodrukiem w ogóle. Żeby wykonywać jakąś pracę, trzeba pracownika nauczyć chociażby jego podstaw. Takie centrum szkoleniowe pozwoliłby na przyuczanie do zawodu oraz poprawianie kwalifikacji. Kolejną pozytywną rzeczą, jaką realizuje Stowarzyszenie jest wydawanie branżowego kwartalnika "Sitodruk". Warto wspomnieć, że w USA i Europie Zachodniej istnieją czasopisma stricte sitodrukarskie. Uważam, że brakowało tej pozycji na rynku.

Red.: Szkolenia i nauka - na biurku widzę płytę Michela Caza. Posiadając 15 letnie doświadczenie, czy Pan z niej korzysta?

OW: To jest bardzo bogate źródło informacji. Są w nim podstawowe wiadomości z zakresu sitodruku, które znam, ale mogę także znaleźć rzeczy zupełnie dla mnie nowe. Widzę jak mało wiem na temat sitodruku i ile jeszcze powinienem się dowiedzieć. Pan Caza jest mistrzem, to nie ulega wątpliwości.

Red.: Stowarzyszenie planuje powołanie instytucji biegłego sądowego, który pomagałby sądowi przy rozstrzyganiu sporów z zakresu sitodruku. Czy Pan miał problemy z kwestionowaniem produktu?

OW: Zawsze wychodziłem z założenia, że klient ma zawsze rację i dlatego nigdy nie korzystałem z pomocy sądu. Może w ekstremalnych warunkach taki biegły byłby potrzebny, naprawdę trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie.

Red.: Jak Pan ocenia obecnie warunki wejścia na rynek przez małe zakłady sitodrukarskie?

OW: Konieczna jest pewna wizja rozwoju oraz świadomość, że sitodruk się rozwija. Nie można poprzestać na ręcznym druku raklą. Potrzebny jest ciągły rozwój. Wydaje mi się, że dzisiaj jest trudniej zaczynać, między innymi ze względu na konieczność posiadania kapitału oraz nasycenie rynku. Jednak za najważniejszy uznałbym dobry pomysł.

Red.: Czy wyobraża Pan sobie odejście od sitodruku i zajęcie się offsetem albo drukiem cyfrowym?

OW: Nie. I myślę, że mogę jeszcze wiele zrobić w dziedzinie sitodruku.

Red.: Pokazał mi Pan katalog przygotowany przez Michela Caza - to istne dzieło sztuki. Czy Pan próbował sztuki w sitodruku?

OW: Niestety proza życia zmusza mnie do prowadzenia produkcji masowej. Ten katalog stanowi przykład, jakie możliwości posiada sitodruk. Przede wszystkim widać głębię obrazu, inny jest papier, występują także różne grubości farb. Są to przyczyny, które trzymają mnie przy sitodruku.

Red.: Z niektórymi pracownikami jest Pan związany od początku?

OW: Tak, między innymi osoba odpowiedzialna za przygotowanie farb i matryc. Człowiek jest w tym przypadku niezastąpiony. Przez wiele lat tworzy się zaufanie i więź z pracownikiem.

Red.: Zakład jest zorganizowany perfekcyjnie; posiada Pan przygotowalnie farb i matryc, magazyn, pracownię komputerową, halę produkcyjną i biuro pod jednym dachem.

OW: Wymusza to na nas życie. Pracujemy na trzy zmiany. Wykonywanie pewnych czynności w innych zakładach bardzo utrudniłoby nam pracę. Pracownia komputerowa pozwala nam zmienić projekt na miejscu.

Red.: Czy potrafiłby Pan obsługiwać każdą z tych maszyn?

OW: Myślę, że tak. Potrzebowałbym jednak na to więcej czasu. Mówiłem już o szkoleniach, które pozwalają skrócić czas pracy. W obecnym świecie jest to element niezbędny. Często musimy przezbrajać maszyny i tylko wykwalifikowani pracownicy mogą robić to szybko. Korzystamy z programu komputerowego SMED - systemu przezbrajania maszyn, który nam to ułatwia. Podkreślam, szkolenia z zakresu organizacji pracy są potrzebne i tu Stowarzyszenie ma pole do działania. Dobra organizacja pracy zmniejsza koszty działalności oraz ułatwia wykonywanie czynności samym pracownikom. Szkolenia musimy obecnie prowadzić we własnym zakresie, pokażę Panu dane dotyczące organizacji pracy. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat wadliwość wewnętrzna, czyli to, co psujemy w procesie druku, znacznie spadła. Stoją za tym określone pieniądze.

Red.: Na wykresie widzę też natężenie pracy w poszczególnych okresach.

OW: Zdecydowanie najwięcej pracy mamy od maja do sierpnia, kiedy firmy kosmetyczne zaczynają przygotowywać się do sprzedaży letnich kosmetyków.

Red.: Rozmawiamy tylko o pracy. Jak Pan spędza wolny czas?

OW: Staram się mieć trochę czasu dla siebie. Posiadam domek w Bieszczadach, gdzie czasami uciekam od codzienności. Kiedyś uprawiałem żeglarstwo i często przebywałem nad wodą, teraz wolę górskie wycieczki.

Red.: Bardzo dziękuję za rozmowę.

OW: Dziękuję.